Gwoli podwyższania kwalifikacji mój ślubny postanowił zrobić podyplomówkę, a jako dzielny strażak Sam wziął się za jeden z najtrudniejszych strażackich tematów czyli pożary rafinerii. Do póki jeszcze sobie to pisał na karteluszkach było całkiem dobrze.
Niestety mój idealny Misio ma jedna, ale znaczącą wadę - nienawidzi komputerów - szczerze, namiętnie i niestety z wzajemnością. I tak dostałam stos ładnie posegregowanych karteluszek, poprzeplatanych rysuneczkami i wykresikami do upakowania, a to wszystko okraszone spojrzeniem smutnego spaniela w stylu "przepisz mi to żono kochana,bo inaczej rozwalę tą piekielną maszynę".
Cóż było robić nie mogłam pozwolić na wyhodowanie wrzoda na żołądku ukochanego, a dodatkowo rozwalenie mojej pracowicie tuningowanej maszyny. No to zaczęłam wpisywać...
Misio z wrodzonym polotem inżyniera natworzył wielość wielozłożonych wzorów matematycznych typu: nad kreską, pod kreską, tu całka, tam pierwiastek ... jak ktoś kiedyś musiał wpisywać "na pałę" coś czego kompletnie nie rozumie, to wie o czym mówię. Na szczęście ostatnio ogłosili, że przeklinanie redukuje poziom stresu wiec mogłam kląć do woli i bez grzechu.
I tak sypiąc gromy i miotając klątwy na sprawcę swojego nieszczęścia niczym kobieta przy porodzie przepisałam mężowską twórczość i stworzyłam oprawę graficzną wysoko specjalistycznej pracy.
No i się obronilim...
A teraz będziem pić....
... a jakby komuś paliła się rafineria to wiecie gdzie mnie szukać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz